
W różnych nastrojach zdarza mi się wracać do domu. W niektóre dni jestem pełna złej energii którą najlepiej rozładować w jakiejś dobrej strzelaninie, kiedy indziej potrzebuję zmienić się w kogoś innego, odpalając dobre Role Playing. A czasem, tak jak dziś, potrzebuję nacieszyć oczy czymś pięknym. Czymś, co przypomni ukochanego misia, jednocześnie nie sprowadzając gracza do infantylnego poziomu podłogi. Trzy lata temu takim słodkim deserem, do którego czasem wracam został Trine. ->









